Foto: @piotr_tarasewicz / @cgm.pl
Debata wokół ustawy o statusie artysty oraz dopłat do składek ZUS dla twórców wywołała w Polsce ogromne emocje. Jednym z najgłośniejszych głosów w tej dyskusji stał się Jakub Żulczyk, pisarz i scenarzysta, który postanowił odpowiedzieć na argumenty przeciwników nowych rozwiązań, w tym Krzysztofa Stanowskiego. Zdaniem autora problem został sprowadzony do fałszywego obrazu „bogatych celebrytów”, podczas gdy rzeczywistość polskich artystów wygląda zupełnie inaczej.
Żulczyk: artyści nie są darmozjadami
Jakub Żulczyk zwraca uwagę, że sektor kreatywny stanowi istotną część polskiej gospodarki. Według niego kultura i przemysły kreatywne generują znaczący udział w PKB, a mimo to osoby pracujące w tych branżach często funkcjonują poza stabilnym systemem zabezpieczeń społecznych.
Pisarz podkreśla, że większość artystów nie przypomina gwiazd estrady czy telewizji. Są to muzycy, pisarze, tłumacze, aktorzy, twórcy teatralni, dokumentaliści czy artyści wizualni, którzy wykonują swoją pracę zawodowo, ale osiągają nieregularne i często niewysokie dochody.
Na czym polega problem z ZUS-em artystów?
Według Żulczyka obecny system został stworzony przede wszystkim z myślą o osobach zatrudnionych na etacie. Tymczasem większość ludzi kultury pracuje na umowach cywilnoprawnych, umowach o dzieło lub licencjach autorskich.
W praktyce oznacza to, że wielu twórców ma trudności z regularnym odprowadzaniem składek emerytalnych i zdrowotnych. Autor wskazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie początkujących artystów, ale także osób rozpoznawalnych w swoich środowiskach, które mimo dorobku zawodowego nie osiągają wysokich zarobków.
Ustawa o statusie artysty – dla kogo?
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwników projektu jest przekonanie, że państwo chce finansować emerytury celebrytów. Żulczyk stanowczo odrzuca taką narrację.
Jak podkreśla, projekt miał być skierowany przede wszystkim do słabiej zarabiających twórców, którzy mogą udokumentować swoją działalność artystyczną. Status artysty zawodowego miał być przyznawany na podstawie rzeczywistego dorobku i osiąganych przychodów z działalności twórczej.
W założeniu rozwiązanie nie miało obejmować najbogatszych przedstawicieli branży, lecz osoby funkcjonujące na granicy stabilności finansowej.
Kultura to inwestycja, nie koszt
Jednym z głównych argumentów Żulczyka jest przekonanie, że wspieranie kultury należy traktować jako inwestycję społeczną i gospodarczą.
Autor zwraca uwagę, że wiele państw wspiera sektor kultury, ponieważ rozwój sztuki buduje tzw. soft power, czyli wpływ kraju poprzez kulturę, sztukę i kreatywność. To właśnie z takich środowisk wywodzą się późniejsi laureaci międzynarodowych nagród, twórcy światowych sukcesów czy artyści promujący kraj za granicą.
Według pisarza rozwój kultury wymaga szerokiego ekosystemu twórców, a nie tylko kilku najbardziej rozpoznawalnych nazwisk.
Spór ze Stanowskim
W swoim tekście Żulczyk polemizuje z Krzysztofem Stanowskim, który krytycznie oceniał projekt ustawy. Zdaniem pisarza debata została zdominowana przez uproszczenia i stereotypy dotyczące artystów.
Autor uważa, że błędem jest ocenianie wartości pracy twórczej wyłącznie przez pryzmat jej komercyjnego sukcesu. Wskazuje, że wielu ważnych dla kultury twórców nie osiąga spektakularnych dochodów, mimo że ich działalność ma znaczenie społeczne, edukacyjne i artystyczne.
Dlaczego temat budzi tak duże emocje?
Żulczyk sugeruje, że źródłem społecznych napięć może być przekonanie części opinii publicznej, iż działalność artystyczna nie jest „prawdziwą pracą”. Tymczasem zawody związane z kulturą wymagają wieloletniego kształcenia, specjalistycznych umiejętności oraz ciągłego rozwoju.
Pisarz zwraca uwagę, że za sukcesami najbardziej znanych artystów stoi ogromna grupa mniej rozpoznawalnych twórców, którzy współtworzą polską kulturę i często funkcjonują w trudnych warunkach ekonomicznych.
Cały teksty Jakuba Żulczyka możesz przeczytać TUTAJ.