fot. mat. pras.
Macklemore nie wystąpi na kolejnych koncertach amerykańskiej części trasy „The Loop” Eda Sheerana. Decyzja zapadła po głośnych wystąpieniach rapera, podczas których ze sceny mówił „Free Palestine”. Artysta opublikował obszerne oświadczenie, w którym opisał rozmowy z Sheeranem, presję ze strony właścicieli stadionów oraz powody, dla których nie zamierza wycofywać się ze swoich słów.
Macklemore usunięty z trasy Eda Sheerana
Messina Touring Group, promotor amerykańskiej części trasy Eda Sheerana, potwierdził, że Macklemore nie pojawi się na kolejnych koncertach jako support.
Według przekazanego oświadczenia organizatorzy zostali poinformowani przez część obiektów, że nie zgodzą się na przeprowadzenie koncertów, jeśli Macklemore pozostanie w składzie trasy. W takim przypadku zagrożona miała być cała seria występów, co dotknęłoby setki tysięcy fanów.
Po rozmowach z zainteresowanymi stronami zdecydowano więc, że raper nie wystąpi na pozostałych koncertach.
Wszystko zaczęło się po koncertach na MetLife Stadium
Kontrowersje nasiliły się po występach Macklemore’a przed Edem Sheeranem na MetLife Stadium w New Jersey.
Ze sceny raper mówił o sytuacji w Gazie i na Zachodnim Brzegu, apelując o równe traktowanie wszystkich ludzi.
„Wierzę, że każdy człowiek chodzący po tej ziemi zasługuje na dokładnie taką samą wolność.”
Podczas przemówienia użył również hasła „Free Palestine”, a następnie wykonał „Hind’s Hall” przy materiałach wideo pokazujących Gazę.
Jego wypowiedzi spotkały się z krytyką części organizacji i komentatorów. Israeli-American Council domagał się usunięcia rapera z trasy, zarzucając mu wykorzystywanie koncertów do promowania jednostronnego przekazu politycznego.
Macklemore wydał obszerene oświadczenie: „Ed jest moim przyjacielem. Uważam go za brata”
Macklemore wydał na swoim Instagramie obszerne oświadczenie, które publikujemy w całości:
Nie jestem pewien, od czego zacząć. Dlatego po prostu powiem to, co czuję, i przedstawię prawdę. Ed Sheeran i jego zespół podjęli decyzję o usunięciu mnie z trasy „The Loop”.
Zanim jednak przejdę do szczegółów, chcę powiedzieć coś, co powinno być oczywiste. W tym momencie uważam, że ma to znaczenie. Nie jestem ofiarą. Ed Sheeran nie jest ofiarą. Pink nie jest ofiarą.
Mamy kariery, pieniądze, możliwości, bezpieczeństwo i publiczność na całym świecie. Niezależnie od konsekwencji, jakie którekolwiek z nas poniesie za swoje słowa, możemy wrócić do domu, do naszych rodzin.
Ofiarami są Palestyńczycy. Mężczyźni, kobiety i dzieci, którzy zostali zabici, zagłodzeni, wysiedleni i zmuszeni do życia w warunkach niewyobrażalnej przemocy. W samej Gazie zginęło ponad 20 tysięcy dzieci. Ludzie giną dzisiaj i będą ginąć jutro. Chcę mieć pewność, że opowiadając tę historię, nie stracimy tego z oczu.
Ed jest moim przyjacielem. Znam go od 13 lat. Spędziliśmy razem wiele późnych nocy, sesji studyjnych i dzieliliśmy scenę. Ma w sobie tę zaraźliwą magię, którą z czasem pokochałem. Uważam go za brata.
Właśnie dlatego w minionym tygodniu odbyliśmy kilka trudnych rozmów. Takich, które wynikają z miłości i wzajemnego szacunku, a mimo to kończą się fundamentalną różnicą zdań. Nic z tego, co tutaj piszę, nie wynika ze złośliwości ani z chęci zniszczenia jego reputacji.
Ale jak wielokrotnie mówiłem Edowi przez telefon, nasza przyjaźń nie może zmienić mojego obowiązku, by powiedzieć prawdę o tym, co się wydarzyło.
W zeszły poniedziałek, w samym środku medialnego zamieszania wokół Pink i tego, co powiedziałem na MetLife, Ed powiedział mi, że zadzwonił do niego Robert Kraft.
Pod koniec tego miesiąca mieliśmy wystąpić na Gillette Stadium, którego właścicielem jest Kraft Group. Ed powiedział mi, że Kraft stwierdził, iż nie będę mógł wystąpić na jego stadionie.
Ed powiedział mi również, że Kraft zebrał po swojej stronie kilku innych właścicieli stadionów i wspólnie postawili mu ultimatum: jeśli Macklemore pozostanie na trasie, nie będziesz mógł występować w naszych obiektach.
Ed znalazł się w cholernie trudnej sytuacji. Wiedział o tym. Jego typowa apolityczna postawa została wystawiona na próbę w sposób, z jakim nigdy wcześniej się nie mierzył.
Powiedział mi, że słowa „Free Palestine” oraz wizerunek palestyńskiej flagi były bolesne dla wielu osób, z którymi rozmawiał.
Odpowiedziałem mu, że jeśli te słowa są dla nich bardziej obraźliwe niż dziesiątki tysięcy palestyńskich dzieci zabitych przez Izrael, to istnieje fundamentalna przepaść pomiędzy ich stanowiskiem a moim.
Ale on nie potrafił wyjść poza swoje publiczne stanowisko: „Nie opowiadam się po żadnej stronie”.
I rozumiem, dlaczego ludzie nie chcą opowiadać się po żadnej stronie. Zajęcie stanowiska może cię wiele kosztować. Pieniądze, kontrakty z markami, sponsoring, festiwale, prywatne koncerty, relacje i dostęp do pewnych środowisk.
Straciłem wszystkie te rzeczy.
Ale pomiędzy ciemiężcą a uciskanym nie istnieje neutralna pozycja. Kiedy jedna ze stron ma bomby oraz praktycznie nieograniczone wsparcie finansowe i militarne ze strony Ameryki, odmowa zajęcia stanowiska nie oznacza, że pozostajesz pośrodku.
To, co powiedziałem na MetLife, mówię na scenach na całym świecie od prawie trzech lat. Dlaczego więc dopiero teraz stało się to problemem?
Ponieważ teraz dzielę scenę z jednym z największych artystów na świecie, na jednych z największych stadionów w Ameryce. Przy pewnym poziomie rozgłosu hasło „Free Palestine” staje się zbyt dużym ryzykiem.
Gdybym nadal występował i mówił „Free Palestine”, a Ed pośrednio by to wspierał, publiczność reagowałaby coraz głośniej i pokazywała niezaprzeczalne poparcie dla wyzwolenia Palestyny — który artysta przemówiłby jako następny?
Scena staje się formą oporu. Być może właśnie dlatego tym razem tak ważne stało się uciszenie mnie.
Jednym z najskuteczniejszych sposobów wymuszania tego milczenia stało się wykorzystywanie oskarżeń o antysemityzm jako broni.
Antysemityzm jest realnym problemem. I właśnie dlatego to słowo ma zbyt duże znaczenie, by używać go jako tarczy chroniącej państwo izraelskie przed krytyką.
Kiedy krytykowanie Izraela, sprzeciw wobec syjonizmu albo mówienie „Free Palestine” utożsamia się z nienawiścią do Żydów, nie chroni to Żydów. Chroni Izrael przed odpowiedzialnością.
Mam nadzieję, że to nie jest koniec mojej relacji z Edem. Trzynaście lat przyjaźni nie znika z powodu jednej bolesnej różnicy zdań.
Mam nadzieję, że obaj nadal będziemy słuchać, analizować to, co dzieje się w Palestynie, i zastanawiać się nad tym, co oznacza neutralność w takim momencie.
Moje drzwi zawsze będą otwarte na dalszą rozmowę.
Kiedy mój brat Omar przygotowywał napisy do filmu z MetLife, który opublikowałem, podziękowałem mu. Powiedział mi, że w języku arabskim istnieje takie powiedzenie:
لا شكر على واجب
„La shukra ala wajeb.”
„Za obowiązek się nie dziękuje.”
To zdanie zostało ze mną. Ponieważ właśnie tym stało się to dla mnie i milionów innych ludzi na całym świecie.
Obowiązkiem.
Nie czymś, co zasługuje na pochwałę czy wdzięczność. Nie czymś odważnym.
Po prostu ludzkim.
Kto „wygrywa internet”, kto zostaje cancelowany, kto może występować na stadionach, a kto nie — wszystko to staje się niezwykle małe i nieistotne w porównaniu z tym, czego naprawdę jesteśmy świadkami w Gazie i na Zachodnim Brzegu.
Cały naród jest wysiedlany, głodzony i zabijany, podczas gdy świat debatuje nad tym, jakich słów wolno nam używać, by to opisywać, jakie emocje te słowa w nas wywołują i czy nasz dyskomfort jest ważniejszy od ludzi, którzy żyją w warunkach ludobójstwa.
Nie potrzebowałem dziesięciu koncertów z Edem. Potrzebowałem dwóch. Dwóch okazji, by stanąć przed 90 tysiącami ludzi i wypowiedzieć słowa, które z jakiegoś powodu stały się zbyt niebezpieczne, by je mówić.
Wolna Palestyna.
Jeśli jednak te słowa kosztowały mnie miejsce na scenie, a jednocześnie sprawiły, że rozmowa ponownie skupiła się na Palestynie, to była to najbardziej udana trasa koncertowa, w jakiej kiedykolwiek brałem