fot. Adrian Obreczarek (@adrian_obreczarek)
W sieci zrobiło się głośno wokół konfliktu pomiędzy raperem Tomb a internetowymi twórcami – Szalonym Reporterem oraz Arkiem Tańculą. Sprawa dotyczy dissu wymierzonego w Denisa Załęckiego, który – jak się okazało – został przez nich zamówiony i opłacony.
Po publikacji utworu zaczęły pojawiać się pretensje dotyczące jego ceny. Influencerzy zapłacili za numer około 20 tys. zł i po wywiadzie Tobma w Kanale Zero, publicznie zasugerowali, że kwota była zbyt wysoka.
Tomb tłumaczy kulisy współpracy
Na zarzuty szybko zareagował sam Tomb, który w swoich wypowiedziach podkreślił, że sytuacja została przedstawiona w niepełny sposób. Jak wyjaśnił, standardowe stawki za jego teksty są niższe, jednak w tym przypadku kluczowe znaczenie miały dodatkowe warunki współpracy.
Raper zaznaczył, że diss był realizowany w trybie ekspresowym, a jego przygotowanie zajęło zaledwie kilka dni. Co więcej, zleceniodawcom zależało na tym, aby utwór był oficjalnie podpisany jego pseudonimem, co również wpłynęło na ostateczną cenę. W jego ocenie była to usługa premium, a nie standardowe zlecenie ghostwriterskie.
Spór, który pokazuje kulisy branży
Konflikt pomiędzy raperem a influencerami pokazuje, jak bardzo zmieniły się realia współczesnej sceny hip-hopowej. Dissy, które kiedyś były spontaniczną formą rywalizacji artystów, dziś coraz częściej stają się elementem zaplanowanych działań medialnych i komercyjnych.
@cgm.pl Tomb do Szalonego i Tańculi: „Przekręciliście wszystkie możliwe fakty” #tomb #cgm #ghostwriting #diss #cgm ♬ Air strike – Gati Barreto