foto: mat. pras.
RZA wrócił do jednej z najbardziej kontrowersyjnych historii w dziejach Wu-Tang Clan – sprzedaży jedynego egzemplarza albumu „Once Upon a Time in Shaolin” Martinowi Shkreliemu. Lider grupy przyznał, że po wybuchu skandalu wokół biznesmena próbował wycofać się z transakcji, ale podpisana umowa na to nie pozwalała. Dziś uważa, że Shkreli na stałe wpisał się w historię projektu.
RZA próbował wycofać się z umowy
„Once Upon a Time in Shaolin” powstał jako eksperyment dotyczący wartości muzyki w czasach, gdy nagrania stały się łatwo dostępne i kopiowalne.
Album liczył 31 utworów i został wydany tylko w jednym fizycznym egzemplarzu, umieszczonym w specjalnym srebrnym pudełku.
W 2015 roku kupił go Martin Shkreli za około 2 mln dolarów.
RZA przyznał teraz, że po tym, jak Shkreli znalazł się w centrum ogromnego skandalu związanego z cenami leków, próbował znaleźć sposób na anulowanie umowy.
Nie było to jednak możliwe.
Podpisany kontrakt skutecznie uniemożliwiał wycofanie się ze sprzedaży.
„Tak, trzeba to zaakceptować”
Po latach RZA patrzy na całą historię inaczej.
Zapytany, czy Shkreli stał się częścią historii Wu-Tang Clan, odpowiedział bez wahania.
„Tak, szczerze mówiąc. Tak. Trzeba to zaakceptować” – stwierdził.
Muzyk odniósł się do tej historii przy okazji premiery filmu „The Disciple: A Wu-Tang Fable”, który opowiada o powstaniu niezwykłego albumu.
Film pokazuje drogę Cilvaringza do Wu-Tang Clan
Jedną z centralnych postaci dokumentu jest Cilvaringz, czyli Tarik Azzougarh.
Holendersko-marokański raper przez lata próbował zbliżyć się do środowiska Wu-Tang Clan i ostatecznie zbudował relację z RZA.
To właśnie ta współpraca doprowadziła do powstania „Once Upon a Time in Shaolin”.
Projekt miał być artystycznym manifestem przeciwko przekonaniu, że muzyka powinna być tania, łatwa do kopiowania i natychmiast dostępna dla wszystkich.
RZA nie chce już kontrolować losów albumu
Po latach sporów, kontrowersji i kolejnych zmian właściciela RZA przyznaje, że nie czuje już potrzeby kontrolowania przyszłości albumu.
„To stało się bytem samym w sobie i powinniśmy pozwolić mu żyć” – powiedział.
Dziś traktuje więc „Once Upon a Time in Shaolin” jako projekt, który dawno wymknął się poza pierwotny plan twórców.
Shkreli stracił album po wyroku
Historia płyty mocno splatała się później z problemami prawnymi Martina Shkreliego.
W 2017 roku został uznany za winnego dwóch zarzutów oszustw związanych z papierami wartościowymi oraz jednego zarzutu spisku.
Sąd skazał go na siedem lat więzienia.
Shkreli został również zobowiązany do oddania majątku wartego około 7,4 mln dolarów.
Wśród przejętych aktywów znalazł się także jedyny egzemplarz „Once Upon a Time in Shaolin”.
W 2021 roku władze poinformowały o jego sprzedaży, a uzyskane pieniądze zostały wykorzystane do pokrycia zobowiązań finansowych Shkreliego.
Sama idea albumu podzieliła Wu-Tang Clan
Kontrowersje nie dotyczyły wyłącznie osoby nabywcy.
Projekt od początku wywoływał napięcia również wewnątrz samego Wu-Tang Clan.
Method Man mówił wcześniej, że część członków grupy nagrywała swoje zwrotki, nie wiedząc dokładnie, w jaki sposób Cilvaringz zamierza później wykorzystać i opakować cały materiał.
W efekcie „Once Upon a Time in Shaolin” stał się dla niektórych członków zespołu niewygodnym tematem.
Album jako dzieło sztuki, a nie zwykłe wydawnictwo
RZA podkreśla, że projekt od początku miał zmusić ludzi do myślenia o muzyce inaczej.
Chodziło o potraktowanie albumu nie jako zwykłego produktu dostępnego dla milionów odbiorców, lecz jako pojedynczego dzieła sztuki o ograniczonej dostępności.
Pomysł przyniósł twórcom zarówno uznanie, jak i ogromną krytykę.
Sam RZA przyznaje, że projekt zapewnił mu nowych wrogów, ale także pochwały i pytania, które do dziś nie zniknęły.
Historia, która wymknęła się spod kontroli
„Once Upon a Time in Shaolin” miał być eksperymentem dotyczącym wartości sztuki, ale szybko stał się symbolem czegoś znacznie większego.
Sprzedaż Martinowi Shkreliemu, jego późniejszy proces, konfiskata albumu i kolejne kontrowersje sprawiły, że historia płyty zaczęła żyć własnym życiem.
RZA najwyraźniej pogodził się już z tym, że nie da się od niej oddzielić nazwiska Shkreliego.
Dla lidera Wu-Tang Clan najważniejsze jest dziś to, że album nadal istnieje jako osobny, niepowtarzalny projekt – nawet jeśli jego droga potoczyła się zupełnie inaczej, niż początkowo zakładano.