CGM

Paulina Przybysz szczerze o śmierci. „Nie boję się. Myślę, że jestem na nią gotowa”

Terapia pomogła jej przejść przez kryzys

2026.10.31

opublikował:

paulinaprzybysz

Paulina Przybysz zdobyła się na bardzo osobiste wyznanie. Wokalistka przyznała w rozmowie z Plejadą, że nie boi się śmierci i ma dość konkretną wizję własnego pogrzebu. Jednocześnie opowiedziała o trudniejszym momencie w karierze, myślach o muzycznej emeryturze, terapii i odzyskaniu artystycznej wolności. Dziś zapewnia, że znajduje się w jednym z najlepszych momentów swojego życia.

Paulina Przybysz: „Nie boję się śmierci”

Wokalistka otwarcie przyznała, że temat śmierci nie wywołuje w niej lęku.

„Gdybym dowiedziała się, że umrę za kilka dni, przyjęłabym to ze spokojem. Nie miałabym o to pretensji do losu” – powiedziała.

Jak zaznaczyła, sama nie do końca wie, skąd bierze się u niej takie podejście, ponieważ nigdy nie znalazła się na granicy życia i śmierci.

Mimo to ma już bardzo konkretną wizję swojego pożegnania.

„Mam dość jasną wizję swojej ostatniej drogi. Wyobrażam sobie mój pogrzeb jako imprezę, na której wszyscy będą uśmiechać się, śpiewać, jeść ryż z curry i dobrze bawić się do białego rana” – zdradziła.

Chciałaby, żeby po jej śmierci ukazały się niepublikowane piosenki

Przybysz ma również pomysł na to, co powinno stać się z jej muzycznym archiwum.

„Chciałabym, żeby potem mój chłopak usiadł do mojego komputera, wydobył z niego wszystkie moje niepublikowane dotąd piosenki, zmiksował je i puścił w świat” – powiedziała.

Dla artystki muzyka pozostaje więc ważną częścią życia również w kontekście myślenia o tym, co po niej zostanie.

Paulina Przybysz myślała o zakończeniu kariery

Choć dziś mówi, że znajduje się w świetnym miejscu, nie zawsze tak było.

Wokalistka przyznała, że przeszła przez moment poważnego zwątpienia i zastanawiała się nawet nad przejściem na emeryturę.

„Przeszłam przez fazę rezygnacji i zaczęłam myśleć o emeryturze. Aczkolwiek nie miałam żadnego planu emerytalnego, więc to była abstrakcyjnie symboliczna myśl” – wyjaśniła.

Źródłem frustracji były m.in. wyniki jej wcześniejszych albumów.

Przybysz podkreśliła, że mimo dobrych recenzji, Fryderyków i uznania środowiska nie zawsze mogła organizować trasy na skalę, która pozwalałaby jej odpowiednio wynagradzać muzyków i ekipę.

„Na nic mi Fryderyki, świetne recenzje i pochlebne słowa ze strony środowiska, skoro nie mogę zorganizować porządnej trasy i zapłacić muzykom i ekipie tak, jakbym chciała” – powiedziała.

Terapia pomogła jej przejść przez kryzys

Wokalistka nie ukrywa, że w uporządkowaniu wielu rzeczy pomogła jej terapia.

„Na pewno szczere rozmawianie z samą sobą i terapia, podczas której usłyszałam kilka trudnych i ważnych dla mnie pytań” – zdradziła.

Nie na wszystkie potrafiła odpowiedzieć od razu.

Z czasem zrozumiała jednak, że czasem na niektóre odpowiedzi trzeba po prostu poczekać.

To właśnie wtedy zaczęła też inaczej patrzeć na swoją twórczość i dalszą drogę artystyczną.

Po czterdziestce zmieniła podejście do kariery

Paulina Przybysz przyznała, że przekroczenie czterdziestki miało wpływ na jej sposób myślenia.

Jeszcze wcześniej czuła, że musi „przestawić mebelki w głowie”.

Jednym z najważniejszych kroków było rozpoczęcie samodzielnego wydawania muzyki pod szyldem calm courage.

Dzięki temu artystka przestała być zależna od wizji wytwórni czy menedżerów.

„Mogę wszystko robić tak, jak chcę i nie muszę dostosowywać się do wizji wytwórni czy menadżerów” – wyjaśniła.

„Zakończyła się u mnie era podważania tego, co robię”

Dziś Przybysz mówi o dużo większej pewności siebie.

Nie chodzi jednak o przekonanie o własnej nieomylności, lecz o zaakceptowanie swojej artystycznej roli.

„Zakończyła się u mnie era podważania tego, co robię. To nie znaczy, że uważam, że należy mi się Nobel. Po prostu utwierdziłam się w przekonaniu, że moja rola jest taka, a nie inna i że powinnam tworzyć w sposób naturalny, szczery i spokojny” – powiedziała.

Jak dodaje, po raz pierwszy może zawodowo robić wyłącznie to, co naprawdę uważa za wartościowe.

Nowy album „Mama’s Car” i powrót do jazzowych korzeni

Przybysz przygotowuje obecnie album „Mama’s Car”.

Artystka podkreśla, że nowe utwory mocno różnią się od siebie, ale wszystkie wyrastają z jazzu.

„Jazz to wolność” – tłumaczy.

Nie zamierza przy tym zamykać swojej muzyki w jednej stylistyce.

„Ja nigdy nie chciałam zamykać się w ramach jednego gatunku. A nawet gdybym chciała, to w moim przypadku byłoby to niemożliwe” – stwierdziła.

Jej zdaniem obecne zainteresowanie jazzem nie jest jednak nowym etapem, lecz powrotem do źródeł.

Sama finansuje swoją muzykę

Artystyczna niezależność ma również swoją cenę.

Paulina Przybysz przyznała, że samodzielne wydawanie muzyki kosztuje ją sporo pieniędzy.

Dlatego część zarobków regularnie przeznacza na kolejne teledyski i albumy.

„Za każdym razem, gdy na czymś zarabiam, mam z tyłu głowy to, żeby trochę odłożyć na kolejny teledysk czy album” – przyznała.

Nie ukrywa jednak, że czuje się szczęśliwa, mogąc utrzymywać się z własnej pasji.

Córka Pauliny Przybysz również tworzy muzykę

Muzyka stała się ważną częścią życia całej rodziny.

Partner wokalistki jest realizatorem dźwięku i pracuje przy jej nowej płycie. Jedna z córek Przybysz również zaczęła tworzyć muzykę i korzysta z jego pomocy przy miksach oraz produkcji.

Artystka zdradziła, że wspólny utwór z córką jest prawdopodobnie tylko kwestią czasu.

„Na pewno kiedyś coś razem nagramy. Czuję, że ten moment się zbliża” – powiedziała.

Obie córki wystąpiły też w teledysku do „Mama’s Car”.

Paulina Przybysz dziś: „Jestem w świetnym miejscu życia i kariery”

Choć jeszcze niedawno zastanawiała się nad muzyczną emeryturą, dziś patrzy na swoją sytuację zupełnie inaczej.

„Dzisiaj powiedziałabym raczej, że znajduję się w świetnym miejscu życia i kariery” – podsumowała.

Po latach działalności z Sistars, solowych płytach, momentach zwątpienia i walce o możliwość realizowania własnej wizji Paulina Przybysz przekonuje, że wreszcie znalazła sposób funkcjonowania, który daje jej prawdziwe poczucie wolności.