Foto: John Shearer/Getty Images for MTV)
*NSYNC sprzedawali miliony płyt, grali wyprzedane koncerty i byli jednym z największych zespołów popowych przełomu lat 90. i 2000. Lance Bass twierdzi jednak, że finansowo sukces grupy długo niemal w ogóle nie przekładał się na sytuację jej członków. Wokalista zdradził, że w szczycie popularności otrzymywał zaledwie 35 dolarów dziennie, a pierwszy większy czek opiewał na 10 tys. dolarów.
Lance Bass: „Mieliśmy 35 dolarów dziennie”
47-letni Lance Bass opowiedział o finansowych kulisach działalności *NSYNC podczas rozmowy w „The Zach Sang Show”.
W czasach, gdy zespół należał już do największych gwiazd popu, jego członkowie mieli funkcjonować w oparciu o bardzo niewielkie dzienne stawki.
„Mieliśmy dietę: 35 dolarów dziennie” – powiedział Bass.
Według wokalisty ogromna popularność grupy nie oznaczała, że jej członkowie automatycznie zaczęli zarabiać fortunę.
Wręcz przeciwnie – Bass twierdzi, że przez pierwsze lata niemal nie widział pieniędzy odpowiadających rzeczywistej skali sukcesu *NSYNC.
Pierwszy większy czek wynosił 10 tys. dolarów
Jeszcze bardziej zaskakująco brzmi historia pierwszego większego wynagrodzenia.
Bass twierdzi, że dopiero po długim okresie pracy członkowie zespołu otrzymali czek na 10 tys. dolarów.
„Nasz pierwszy czek wynosił 10 tysięcy dolarów po latach albumów numer jeden i wyprzedanych tras” – wspominał.
Artysta zwrócił uwagę, że w tym samym czasie ogromne pieniądze generował chociażby merchandising.
„Nie wiem, ile milionów zarobiłem na merchandise’u, bo sprzedaż gadżetów była szalona” – powiedział.
Nie oznaczało to jednak, że pieniądze trafiały bezpośrednio do muzyków.
„Powinniście być wdzięczni”
Bass wspomina, że gdy grupa w końcu otrzymała pierwszą większą wypłatę, przedstawiano ją członkom zespołu niemal jako wyjątkowy gest.
„Powinniście być za to wdzięczni. Pracowaliście za darmo przez dwa, trzy lata” – miał usłyszeć.
Dziś wokalista mówi o tamtym okresie otwarcie, podważając popularne przekonanie, że członkowie jednego z największych boysbandów świata automatycznie stali się multimilionerami.
„Ludzie myślą, że dzięki NSYNC jestem obrzydliwie bogaty, ale nie. Wcale nie” – powiedział.
Po chwili dodał jeszcze bardziej jednoznacznie:
„Na NSYNC właściwie prawie nie zarobiłem”.
Więcej zarobił dopiero po zawieszeniu działalności zespołu
Bass przyznał, że nadal otrzymuje pieniądze wynikające z eksploatacji katalogu zespołu, jednak nie są to – jak twierdzi – szczególnie imponujące kwoty.
„Nadal dostaję tantiemy, ale to niewiele” – powiedział.
Co ciekawe, według jego relacji znacznie większe pieniądze zaczął zarabiać *dopiero po zawieszeniu działalności NSYNC w 2002 roku.
Było to możliwe dzięki kolejnym projektom, działalności medialnej i biznesowej oraz wykorzystywaniu rozpoznawalności zbudowanej wcześniej w zespole.
Sama działalność *NSYNC miała natomiast przynieść mu znacznie mniej, niż mogłaby sugerować skala sukcesu grupy.
Bass wskazuje na wytwórnię i Lou Pearlmana
Wokalista twierdzi, że ogromna część pieniędzy generowanych przez zespół trafiała gdzie indziej.
Wskazał przede wszystkim na wytwórnię oraz menedżera *NSYNC, Lou Pearlmana.
„Wytwórnia zarobiła cholernie dużo. Lou Pearlman zarobił cholernie dużo” – stwierdził Bass.
Pearlman był jedną z najważniejszych postaci stojących za rozwojem *NSYNC oraz Backstreet Boys.
Jego późniejsza historia okazała się jednak znacznie bardziej kontrowersyjna niż działalność przy największych boysbandach.
Lou Pearlman został skazany za oszustwa finansowe
W 2008 roku Pearlman został skazany w związku z praniem pieniędzy, spiskiem oraz oszustwami dotyczącymi postępowania upadłościowego.
Sprawa wiązała się z wieloletnim schematem finansowym określanym jako piramida Ponziego.
Pearlman trafił do więzienia, gdzie zmarł w 2016 roku.
Problemy dotyczące finansów zarządzanych przez menedżera nie były zresztą dla członków jego zespołów całkowicie nowym tematem. Już podczas największych sukcesów *NSYNC pojawiały się konflikty dotyczące tego, ile pieniędzy naprawdę trafia do artystów.
Najnowsza wypowiedź Bassa pokazuje skalę rozczarowania, które miało towarzyszyć muzykom.
Czy Lance Bass nadal ma żal?
Zapytany, czy po tylu latach wciąż czuje złość z powodu sposobu, w jaki został potraktowany, Bass odpowiedział:
„Już nie”.
Nie oznacza to jednak, że zmienił ocenę sytuacji.
Wokalista nadal uważa, że członkowie *NSYNC nie otrzymali wynagrodzenia odpowiadającego sukcesowi, który osiągnęli.
„Nikt nie zabezpieczył nas na resztę życia” – powiedział.
To szczególnie mocne stwierdzenie, jeśli zestawić je z wynikami komercyjnymi grupy.
*NSYNC sprzedawali miliony płyt
Skala sukcesu zespołu była ogromna.
W skład *NSYNC oprócz Lance’a Bassa wchodzili Justin Timberlake, JC Chasez, Chris Kirkpatrick i Joey Fatone.
Album „No Strings Attached” z 2000 roku sprzedał się w Stanach Zjednoczonych w liczbie 2,4 mln egzemplarzy w pierwszym tygodniu.
W tamtym czasie był to rekord.
Wynik utrzymał się przez 15 lat.
„No Strings Attached” spędziło również osiem tygodni na pierwszym miejscu Billboard 200, potwierdzając status *NSYNC jako jednej z największych grup na świecie.
„Bye Bye Bye” i „It’s Gonna Be Me” stały się gigantycznymi hitami
Album przyniósł również utwory, które do dziś należą do najbardziej rozpoznawalnych nagrań ery boysbandów.
„Bye Bye Bye” stało się jednym z największych hitów w katalogu grupy.
Kolejny singiel – „It’s Gonna Be Me” – zapewnił natomiast *NSYNC jedyny w ich karierze numer jeden na Billboard Hot 100.
Następny album, „Celebrity” z 2001 roku, również rozpoczął notowanie Billboard 200 od pierwszego miejsca.
Pod względem komercyjnym zespół znajdował się więc w absolutnej światowej czołówce.
Sama trasa przyniosła ponad 70 mln dolarów
Jeszcze bardziej wymownie wyglądają liczby dotyczące koncertów.
Trasa promująca „No Strings Attached” miała przynieść ponad 70 mln dolarów wpływów.
Była to ogromna kwota, szczególnie jak na początek XXI wieku.
Do tego dochodziły sprzedaż płyt, single, licencje oraz – o czym wspomina sam Bass – niezwykle dochodowy merchandising.
Dlatego jego opowieść o stawce wynoszącej 35 dolarów dziennie pokazuje ogromną różnicę pomiędzy pieniędzmi generowanymi przez markę *NSYNC a tym, co według wokalisty początkowo trafiało do członków zespołu.
„Byliśmy sławni, ale nie byliśmy bogaci”
Nie jest to pierwszy raz, kiedy Lance Bass opowiada o finansowych kulisach kariery *NSYNC.
Już w 2023 roku mówił o tym w bardzo podobny sposób.
„Byliśmy sławni, ale nie byliśmy bogaci” – stwierdził wtedy.
Najnowszy wywiad przyniósł jednak znacznie bardziej konkretne liczby.
35 dolarów dziennie i pierwszy czek na 10 tys. dolarów mocno kontrastują z obrazem zespołu, który sprzedawał miliony egzemplarzy płyt i zapełniał największe obiekty.
*NSYNC wrócili po latach z „Better Place”
Po zawieszeniu działalności w 2002 roku członkowie zespołu skupili się na indywidualnych projektach.
Największą solową karierę muzyczną rozwinął Justin Timberlake, ale również pozostali członkowie pozostali aktywni w szeroko rozumianym show-biznesie.
W 2023 roku *NSYNC ponownie połączyli siły przy singlu „Better Place”.
Powrót wywołał ogromne zainteresowanie fanów i przypomniał, jak silną marką grupa pozostaje nawet po wielu latach.
Dla Lance’a Bassa historia *NSYNC ma jednak również znacznie mniej efektowną stronę.
Za rekordową sprzedażą, wyprzedanymi trasami i światową sławą kryła się – według jego relacji – rzeczywistość, w której jeden z członków największego boysbandu na świecie otrzymywał na codzienne wydatki zaledwie 35 dolarów dziennie.