Grzegorz Krychowiak coraz śmielej wchodzi do świata muzyki. Były reprezentant Polski, który niedawno sam zadebiutował jako raper, tym razem zaprosił do podcastu „W stylu Krychowiaka” jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego hip-hopu. Peja w długiej i bardzo szczerej rozmowie opowiedział o współczesnym rapie, Quebonafide i Macie, konflikcie z Tedem, trudnym dzieciństwie, początkach kariery oraz wieloletnim procesie wychodzenia z uzależnienia od alkoholu.
Peja o współczesnym rapie: hip-hop ma się dobrze, ale mainstream to już często pop
Krychowiak zapytał Peję, jak po kilkudziesięciu latach obecności na scenie patrzy na dzisiejszy rap.
Poznański raper rozdzielił hip-hop jako kulturę od najbardziej komercyjnej części rynku.
„Rap ma się wyśmienicie, jeżeli tylko nie wrzucamy do jednego worka mainstreamowych wykonawców, którzy robią miszmasz z popem, nawet z disco polo” – powiedział.
Peja podkreślił, że hip-hop to dla niego znacznie więcej niż tylko muzyka. Wymienił graffiti, b-boying i uliczną kulturę, która – jego zdaniem – nadal rozwija się bardzo dobrze.
Jednocześnie zauważył, że wielu popularnych obecnie raperów jest coraz bardziej oderwanych od korzeni hip-hopu.
„Rap został najbardziej zmonetyzowany i spopularyzowany” – tłumaczył.
Peja krytycznie o podobieństwach między młodymi raperami
Peja zwrócił uwagę również na to, że jego zdaniem dzisiejsze produkcje często brzmią do siebie bardzo podobnie.
Wskazywał na autotune, podobne podziały rytmiczne oraz inspiracje amerykańskimi wykonawcami.
„Dziś, kiedy słyszę produkcje, one są przede wszystkim podobne zarówno muzycznie, jak i w stylówce” – ocenił.
Raper stwierdził również, że część młodszych artystów bardzo mocno inspiruje się zagranicznymi idolami.
„Kserują style swoich idoli z Ameryki, jeden do jednego tłumaczą teksty, układają flow” – powiedział.
Nie oznacza to jednak, że Peja całkowicie odrzuca nowe pokolenie.
Przyznał, że podczas współpracy z młodszymi raperami sam również może się czegoś nauczyć, a spotkania w studiu prowadzą czasem do ciekawych rozmów i wymiany doświadczeń.
Peja: „Dla mnie to jest pop”
Krychowiak zapytał Peję także o to, gdzie dziś kończy się rap, a zaczyna pop.
Odpowiedź była bardzo jednoznaczna.
„Dla mnie to jest pop. To jest pop” – stwierdził Peja.
Według niego wystarczy spojrzeć na najpopularniejszych wykonawców na Spotify, by zobaczyć, jak bardzo rap wszedł dziś do głównego nurtu.
Sam siebie umieszcza natomiast poza tym obiegiem.
„Jeżeli jesteś w topce Spotify, jesteś w mainstreamie, a my jesteśmy w underze. Mnie nie wyszukasz w top 100. Ja jestem w underze i to jest świadomy wybór” – powiedział.
Quebonafide i Mata? Peja wskazuje na ogromną różnicę
Jednym z najciekawszych momentów rozmowy był wątek dwóch artystów, którzy w ostatnich latach byli w stanie przyciągnąć ogromną publiczność – Quebonafide i Maty.
Peja zaznaczył, że jego zdaniem są to dwa zupełnie różne przypadki.
„To są takie dwa dla mnie skrajne przykłady” – powiedział.
Znacznie bliżej mu do Quebonafide.
Poznański raper bardzo wysoko ocenił przede wszystkim jego wizję artystyczną, warstwę wizualną i umiejętność stworzenia własnego, rozpoznawalnego świata.
„Bliżej mi do Quebo” – przyznał.
Podkreślił, że Quebonafide od początku wyróżniał się także poza samą muzyką.
„Jest świetnym tekściarzem, świetnym raperem i robił zajebiste wizualnie rzeczy” – mówił.
Peja zwrócił uwagę, że już w czasach niskobudżetowych klipów Quebonafide można było dostrzec wyraźną wizję i potrzebę wyróżnienia się.
Krychowiak nagrał utwór z Quebonafide
W trakcie rozmowy Grzegorz Krychowiak zdradził również, że nagrał piosenkę z Quebonafide.
Były piłkarz opowiadał, że wcześniej przygotował z nim odcinek dotyczący rapu, podczas którego Quebo pokazywał mu proces tworzenia muzyki.
Peja usłyszał od Krychowiaka, że efektem spotkania jest również wspólny numer.
Jego zdaniem taka piosenka może trafić do szerokiej publiczności.
„To może trafić na szeroką wodę i być przyjęte jako spoko kolejny numer dołączony do playlisty” – ocenił.
Peja wrócił do początków. Muzyka była z nim od dziecka
Rozmowa zeszła również na początki kariery Pei.
Raper przyznał, że właściwie od najmłodszych lat ciągnęło go do mikrofonu.
Wspominał występy jeszcze w przedszkolu oraz rodzinne wydarzenia organizowane w czasach PRL.
„Nie szło mnie oderwać od tego mikrofonu” – powiedział.
Od dzieciństwa nagrywał również muzykę z radia na magnetofony.
Słuchał bardzo różnych wykonawców – od Papa Dance, Kombi, Republiki i Lady Pank, przez Maanam, Budkę Suflera i Perfect, aż po George’a Michaela, Wham!, Pet Shop Boys czy Depeche Mode.
Z czasem największą fascynacją stał się dla niego jednak amerykański hip-hop.
„Muzyka trzymała mnie na powierzchni”
Peja otwarcie mówił też o trudnym dzieciństwie.
Przyznał, że muzyka odgrywała wtedy w jego życiu wyjątkową rolę.
„Muzyka była w zasadzie najważniejsza wtedy. Oprócz sportów walki to muzyka” – wspominał.
Pierwsze próby rapowania podejmował już jako nastolatek.
Miał około 14-16 lat i – jak przyznał – uważał się wtedy za znacznie bardziej dorosłego, niż faktycznie był.
Z czasem na kolejnych osiedlach zaczęli pojawiać się następni ludzie próbujący swoich sił w rapie i właśnie wtedy zaczęła tworzyć się polska scena.
Alkohol przez lata pomagał mu wyjść na scenę
Peja przyznał również, że początkom jego kariery długo towarzyszył alkohol.
Kiedy Krychowiak zapytał, czy rap dał mu pewność siebie, odpowiedź nie była oczywista.
„Z tą pewnością siebie to ja bym też nie był taki przekonany, że ona była od początku” – powiedział.
Występy przed publicznością były dla niego dużym wysiłkiem.
„Też alkohol pomagał. Długi czas towarzyszył mi alkohol, żeby po prostu ta odwaga się pojawiła” – przyznał.
Raper wspominał czasy, kiedy artyści przyjeżdżali do klubów wiele godzin przed występem, siadali przy barze, a na scenę wychodzili dopiero około pierwszej w nocy.
Peja opowiedział, jak naprawdę zaczął się konflikt z Tedem
Nie mogło zabraknąć jednego z najgłośniejszych beefów w historii polskiego hip-hopu.
Peja wrócił do wydarzeń z Zielonej Góry, które później doprowadziły do jego wieloletniego konfliktu z Tedem.
Przypomniał, że podczas koncertu doszło do sytuacji z jednym z uczestników, który pokazywał mu środkowe palce.
„Według opinii biegłych wezwałem do linczu jednego z uczestników” – powiedział.
W wyniku wydarzeń pobity został także niepełnoletni uczestnik imprezy.
Tede odniósł się później do całej sytuacji w internecie.
Peja zadzwonił do niego i obaj przedstawili sobie swoje punkty widzenia.
Kilka dni później Peja nawiązał do sprawy w swoim numerze.
Następnie zadzwonił do niego Kobra.
„Ty, Tede cię zdissował” – miał powiedzieć.
Peja wspomina swoją reakcję:
„Kurwa, Tede mnie zdissował. No to masz, kurwa, chłopie problem, bo on tam lubi dissować.”
W ten sposób rozpoczął się konflikt, który na wiele lat podzielił fanów polskiego rapu.
Peja o dawnych konfliktach: czasem wystarczył jeden wers
Artysta przyznał, że w początkach polskiej sceny konflikty często rodziły się z bardzo błahych powodów.
Nie było mediów społecznościowych w dzisiejszym rozumieniu, więc ogromne znaczenie miały wywiady w zinach i pierwszych magazynach hip-hopowych.
„Czytałeś w jakimś zinie albo w jakimś pierwszym magazynie, że ktoś coś powiedział w wywiadzie i zostało to zinterpretowane na tysiąc różnych sposobów” – wspominał.
Czasem wystarczyło użycie podobnego zdania lub słowa w dwóch różnych utworach, by ktoś uznał je za zaczepkę.
Żona Pei odegrała ogromną rolę w jego trzeźwieniu
Jednym z najbardziej osobistych fragmentów rozmowy był temat uzależnienia od alkoholu.
Krychowiak zapytał wprost, jaki wpływ na decyzję o przestaniu picia miała żona rapera.
Peja odpowiedział:
„Myślę, że bardzo duży. Zasadniczy.”
Jednocześnie bardzo mocno zaznaczył, że osoby uzależnionej nie można zmusić do trzeźwości ze względu na drugiego człowieka.
„To nie jest tak, że ja przestałem pić dla niej. Nie ma takiej możliwości, żeby osoba, która jest uzależniona, przestała pić dla kogoś” – wyjaśnił.
Wiedział jednak, że dalsze pozostawanie w nałogu może zniszczyć jego relację.
„Wiedziałem, że jeżeli będę dalej folgował swoim nawyczkom i będę w sidłach nałogu, no to ona ze mną nie będzie” – przyznał.
„Życie z trzeźwiejącym alkoholikiem nie jest usłane różami”
Peja nie ukrywa, że jego żona również ponosiła konsekwencje wieloletniego procesu trzeźwienia.
„Nie miała łatwego życia przez te wszystkie lata tego mojego trzeźwienia. Bo życie z trzeźwiejącym alkoholikiem nie jest usłane różami” – powiedział.
Raper zaznaczył, że samo odstawienie alkoholu jest dopiero początkiem.
Znacznie trudniejsze okazują się praca nad emocjami, życie w prawdzie i mierzenie się z własnymi mechanizmami.
„Trzeźwienie boli i wymaga lat” – podkreślił.
Peja mówił również o programie AA i przemianie, którą określił jako psychoduchową.
Według niego proces nie kończy się po roku czy dwóch.
„Pierwsze sześć lat to jest w zasadzie abstynencja. Mawiamy w AA, że trzeźwienie zaczyna się po sześciu latach” – powiedział.
Alkohol zabrał wiele osób z otoczenia Pei
Krychowiak zapytał rapera również, czy wcześniej nie dostrzegał, że alkohol może zabijać.
Peja przyznał, że widział jego destrukcyjny wpływ na ludzi wokół siebie.
„Zabił mnóstwo osób z mojego otoczenia” – powiedział.
Mimo to jako osoba uzależniona długo nie dopuszczał do siebie myśli, że podobny los może spotkać także jego.
Jak tłumaczył, uzależnienie prowadzi do sposobu myślenia, w którym człowiek potrafi sobie zracjonalizować praktycznie wszystko.
Peja nadal koncertuje
50-letni raper pozostaje bardzo aktywny zawodowo.
W rozmowie zapowiedział m.in. koncert 21 listopada na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich.
Wymienił także występy w Gdańsku, Łodzi, Wrocławiu i Rzeszowie.
Trzy dekady po rozpoczęciu kariery nadal wykonuje również utwory napisane w zupełnie innym okresie swojego życia.
Nie ma jednak poczucia, że śpiewa dziś o kimś obcym.
„To jestem ja, tylko że młodszy” – podsumował.
Krychowiak spotkał rapera, który nie unika trudnych tematów
Rozmowa „W stylu Krychowiaka” okazała się czymś znacznie więcej niż spotkaniem byłego piłkarza, który dopiero poznaje rap, z weteranem polskiej sceny.
Peja mówił o muzyce i historii hip-hopu, ale nie unikał własnych błędów, uzależnienia, konfliktów ani trudnych doświadczeń.
Dla Krychowiaka była to okazja, by skonfrontować swoje świeże doświadczenia z rapem z człowiekiem, który obserwował rozwój tej kultury w Polsce niemal od samego początku.
A dla Pei – możliwość spojrzenia na ponad trzy dekady kariery z perspektywy człowieka, który dziś znajduje się w zupełnie innym miejscu niż wtedy, gdy nagrywał pierwsze kasety i wychodził na scenę wspomagany alkoholem.