Foto: @piotr_tarasewicz / @cgm.pl
Po 17 latach jednego z najgłośniejszych konfliktów w historii polskiego hip-hopu Peja i Tede w końcu ze sobą porozmawiali. Telefon, do którego doszło podczas charytatywnego streamu Łatwoganga, wielu fanów uznało za historyczne pojednanie. Rychu w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim wyjaśnił jednak, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Przyznał, że znalazł się w wyjątkowo trudnej sytuacji, a sama rozmowa kosztowała go sporo emocji.
Peja o telefonie od Tedego: „To było postawienie mnie pod ścianą”
Konflikt Peji i Tedego rozpoczął się w 2009 roku. Przez kolejne lata obaj artyści wielokrotnie odnosili się do siebie publicznie, a ich beef stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych sporów na polskiej scenie rapowej.
Do niespodziewanego przełomu doszło 26 września 2026 roku. Podczas charytatywnego streamu Łatwoganga Tede zadzwonił do Peji, proponując zakończenie wieloletniego konfliktu.
W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim poznański raper przyznał, że nie wspomina tej sytuacji jako spontanicznego i bezproblemowego pojednania. Wręcz przeciwnie – ze względu na charakter wydarzenia poczuł ogromną presję.
„To było wymuszone kontekstem. Tede przyszedł, a ja miałem do wyboru: posłać go na drzewo, nie odebrać telefonu lub zgodzić się ze względu na tę zbiórkę. To było postawienie mnie pod ścianą i wymagało podjęcia trudnej decyzji, zwłaszcza że Tede jeszcze chwilę przed tą akcją wypowiadał się o mnie w sposób predysponujący go do zostania moim ziomalem. Wprost mówił, że mnie nienawidzi, że jestem złym człowiekiem. Takie rzeczy się pamięta. Dostałem najtrudniejsze zadanie. Robert Lewandowski robił six-seven i nie musiał się godzić na wizji przy 20 mln Polaków ze swoim byłym managerem Czarkiem Kucharskim. Ciekawe, czy tam zabrakło jaj, żeby poprosić Lewego 'słuchaj, pogodzimy cię’. Ciekawe, co by Lewy zrobił.”
Peja zwrócił tym samym uwagę, że zakończenie wieloletniego konfliktu na oczach tysięcy internautów nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać osobom oglądającym transmisję.
„To był sprawdzian mojego trzeźwienia”
Rychu nie ukrywa, że przez lata wypracował dystans do Tedego i jego wypowiedzi. Choć nie darzy warszawskiego rapera sympatią, zaznacza, że nie kieruje się już wobec niego nienawiścią.
Sam telefon był jednak dla niego trudnym doświadczeniem, które potraktował również jako osobisty sprawdzian charakteru i procesu trzeźwienia.
„Kosztowało mnie to bardzo dużo wewnętrznej równowagi i decyzji. To też był sprawdzian mojego trzeźwienia. Bo to nie chodzi o to, że ktoś wyciąga do mnie rękę. Przychodzi kolo, którego naprawdę nie lubię. Nie ma tu mowy o nienawiści, w tych uczuciach do niego jestem generalnie wyzerowany. On dla mnie nie istniał i żadna z jego wypowiedzi przy każdym singlu, płycie, w Kanale Zero – gdzie tego nie sprawdzałem, ale wiedziałem jaką robotę robi – nauczyłem się z tym żyć. To była wielka próba charakteru, że nie wychodziłem do tej samej rzeki. Zamknąłem to na 'Czarnym Wrześniu’ i nie reagowałem na różne rzeczy. Wysłuchiwałem dużo niedobrych rzeczy i moralnie też oceniałem go nisko. Potrafił też mnie wkurwić niejednokrotnie, ale zrobiłem z tym porządek. Nie możesz być uzależniony od czyjejś opinii. To był mój poligon. To nie tylko opinia internetowego anonima. To również opinia Jacka Granieckiego, który lubował się w tym skubaniu i szczypaniu.”
Peja podkreślił więc, że ze swojej strony zamknął konflikt już wiele lat temu. Nie odpowiadał na kolejne zaczepki, nawet jeśli niektóre wypowiedzi Tedego nadal potrafiły wyprowadzić go z równowagi.
Peja stanowczo: „Nie ma pogodzenia, jest zawieszenie broni”
Choć po rozmowie obu raperów w sieci zaczęły pojawiać się komentarze o historycznej zgodzie, Peja nie chce, by sytuacja była przedstawiana jako pojednanie.
W wywiadzie jasno określił, na czym obecnie polegają jego relacje z Tedem.
„Powiem wprost. Nie ma pogodzenia, jest zawieszenie broni, o które on wystąpił (…) Może sam Tede się teraz dowie, na czym sytuacja się opiera, ale też sam zadeklarował, że my nie musimy się przyjaźnić. I mi jest nadal do niego dalej niż bliżej.”
Rychu podkreślił, że nie zamierza ponownie angażować się we wzajemne ataki, ale nie oznacza to, że nagle zapomniał o wydarzeniach z ostatnich 17 lat.
Peja nie chciał stawiać Tedemu warunków. Ważna była reakcja żony
Poznański raper zaznaczył również, że zdecydował się odebrać telefon przede wszystkim ze względu na charytatywny charakter transmisji.
Nie chciał wykorzystywać sytuacji do wymuszania publicznych przeprosin ani stawiania warunków finansowych związanych ze zbiórką.
Dopiero po wszystkim zdał sobie sprawę, jak duże znaczenie miała ta rozmowa dla jego najbliższych.
„Wyszedłem z tej sytuacji z twarzą, bo nie wypiąłem się na akcję. Odbyło się to moim kosztem, ale wziąłem to na klatę. Powiedziałem parę rzeczy i nie próbowałem się targować pod warunkiem, że mnie przeprosi albo wpłaci bańkę na dzieci. Warto było to zrobić, żeby zobaczyć wzruszenie i dumę mojej żony. Nie widziałem, że dla niej to jest tak emocjonalne i tak ważne. Zdałem sobie sprawę, że ludzie obok też potrafią odczuwać i cierpieć z różnego powodu.”
To właśnie reakcja żony sprawiła, że Peja spojrzał na całą sytuację z nieco innej perspektywy. Zrozumiał, że wieloletni konflikt dotykał nie tylko jego samego.
„Córka krzyczy: Tato, on dzwoni”. Peja zdradza kulisy telefonu
W rozmowie z Rymanowskim raper zdradził również, jak wyglądały ostatnie minuty przed historycznym połączeniem.
Okazuje się, że nie było żadnego przygotowanego scenariusza, a Peja miał zaledwie kilka minut, aby zdecydować, jak zareaguje.
„Ja powiedziałem w tej rozmowie z Łatwogangiem, że tę broń dawno temu zawiesiłem. On grywał koncerty w Poznaniu, nikt go nie ganiał, nikt nic nie nagrywał i nawet nie odpowiadałem na te jego przytyki. Jest to naprawdę trudne zrobić coś takiego po tylu latach i to na wizji. Nawet nie miałem czasu ustalić jakiejkolwiek taktyki. Mieliśmy 3 minuty. Córka krzyczy 'Tato, on dzwoni’, a ja mówię: 'Jest 2 minuty po, zbiórka powinna być zamknięta’. A on dzwoni. I zrobiłem tak, jak zrobiłem. Ludzie nie daliby mi spokoju. Akcja była 10 dni, a ja byłem oznaczany od pierwszego dnia. Jak gdzieś wyjeżdżałem, to wyłączyłem oznaczenia, bo wszędzie latało 'Łatwogang, Tede, odbierz, zarapuj, przytul się’.”
Peja przyznał więc, że presja ze strony internautów towarzyszyła mu przez cały czas trwania akcji. Ostatecznie zdecydował się odebrać telefon, choć do ostatniej chwili nie wiedział, jak przebiegnie rozmowa.
Peja zauważył, że Tede również potrzebował zakończenia konfliktu
Mimo trudnych emocji Rychu dostrzegł również pozytywną stronę całego wydarzenia.
Zauważył, że po zakończeniu rozmowy Tede sprawiał wrażenie zadowolonego, jakby również poczuł ulgę po symbolicznym zamknięciu wieloletniego beefu.
„Widocznie Tede też tego potrzebował. Powiedział później wieczorem, że się cieszy, widać, że też z niego zeszło. Jak będziemy grać koncert, na pewno nie będę na niego krzywo patrzył i na pewno go nie opluję.”
To jednak nie znaczy, że obaj raperzy planują teraz utrzymywać bliższe relacje. Peja nie zamierza wracać do konfliktu, ale również nie chce udawać, że łączy go z Tedem przyjaźń.
Czy Peja poda Tedemu rękę przy kolejnym spotkaniu?
Na zakończenie wywiadu Bogdan Rymanowski postanowił sprawdzić, jak daleko sięga deklarowane zawieszenie broni.
Zapytał Peję wprost, czy przy następnym spotkaniu poda Tedemu rękę.
„Pomidor” – odpowiedział raper, po czym dodał: „Zostawmy coś na potem”.
Po 17 latach konfliktu Peja i Tede wykonali więc pierwszy krok w kierunku zakończenia wzajemnych ataków. Jak jednak wyraźnie zaznacza Rychu, na razie nie ma mowy o pojednaniu. Jest zawieszenie broni – i to właśnie na tym obaj artyści zakończyli swoją rozmowę.