foto: mat. pras.
W tym roku ukaże się nowy krążek Foo Fighters, a do tego grupa świętuje swoje 25-lecie. Dave Grohl, wokalista i gitarzysta grupy, zdradził w ostatniej rozmowie z „Mojo”, że mieli pewne niewyjaśnione problemy przy tworzeniu albumu. Przeszkodziły im jednak dziwne zdarzenia jakie miały miejsca w lokalu, który wynajęli na czas nagrań. Grupa wynajęła budynek z lat 40. ubiegłego wieku w Enciono w Kalifornii, ale od razu czuli, że coś jet nie tak.
Kiedy weszliśmy do domu w Encino, czułem, że coś jest nie tak. Zaczęliśmy pracować, ale po jakimś czasie zaczęły się dziać dziwne rzeczy – opowiada Dave Grohl – Kiedy wracaliśmy do studia na drugi dzień, to gitary były rozstrojone, zmieniały się ustawienia w programach czy rzeczy na tablicy oraz znikały nagrane już kawałki – relacjonuje.
W rozmowie ujawnia, że słyszeli dziwnych dźwięków, ale coś dziwnego działo się w tym domu. Ostatecznie chłopaki z zespołu zdecydowali się zamontować kamerę, tzw. „baby monitor”, żeby zobaczyć czy ktoś nie robi im złośliwego żartu. To co zobaczyli zmroziło im krew w żyłach.
Na początku nic się nie działo, ale w pewnym momencie zobaczyliśmy rzeczy, których nie mogliśmy wytłumaczyć w żaden sposób – ujawnił Grohl w wywiadzie dla Mojo – Potem poznaliśmy historię tego domu, ale podpisałem umowę z właścicielem, że jej nie ujawnimy ponieważ on chce ten dom sprzedać. Powiem tylko, że przez to co tam się wydarzyło w krótkim czasie bardzo szybko skończyliśmy album – dodał.